PAWEŁ MACIEJEWSKI

Po co komu blog? Pierwszego założyłem po to żeby promować swoją komercyjną działaność fotograficzną. Potem zacząłem wrzucać tam to co robiłem dla siebie, więc zrobił się tam taki bajzel, że nie mogłem na to patrzeć, a tym bardziej dodawać coś nowego. No i moje mniej lub czasem bardziej udane zdjęcia zalegają po twardych dyskach, a przemyślenia konieczne do napisania czegoś pod tymi zdjęciami powoli stają się coraz bardziej siermiężne. Dlatego też w poszukiwaniu motywacji do przeglądnęcia tego co zalega oraz do zrobienia czegoś nowego na co będę szukał czasu w swojej etatowej rzeczywistości powstał ten blog. 

2013-07-31 14:40:00

Kawah Ijen 2799 m n.p.m – Blue Lava

Kawah Ijen jest aktywnym wulkanem, który ostatnio wybuchł w 2002 roku. Wiedziałem o nim tyle, że w kraterze pracują górnicy, którzy w dramatycznych wręcz warunkachwynoszą w wiklinowych koszach siarkę wydobywaną w wulkanie. To spodziewałem się zobaczyć, ale wyjście na ten wulkan było chyba dla mnie największym – pozytywnym zaskoczeniem! Zapowiadała się nam spokojna noc i pobudka koło 7 rano, czyli miała to dla nas być pierwsza przespana noc od kilku dni. Odpoczywanie przy piwie przerwał nam jeden z przewodników który powiedział, że za 100 tys. Rupii możemy zobaczyć „blu lawe”. Szczerze mówiąc byłem dość sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, bo nie wiedziałem do końca co to ma być, a jego tłumaczenie w indo-angielskim było trudne do zrozumienia. Stwierdziliśmy, że 30 zł to nie jest duża kwota i po dwóch godzinach snu pojechaliśmy na wulkan. Samo wyjście na wulkan było dość krótkie i łatwe. Po drodze po raz pierwszy trafiliśmy na robotników wynoszących siarkę. Szokiem dla mnie było to, że pracują oni nawet nocą i w całkowitej ciemności wynoszą kosze z siarką. Schody dla nas zaczęły się podczas samego zejścia do krateru, bo zgubiliśmy gdzieś naszego przewodnika, a dodatkowo rozładowały nam się baterię w latarkach.

Widok, który na początku ukazał się naszym oczom był naprawdę niesamowity! Cały krater wulkanu świecił się na niebiesko. Naprawdę nie spodziewałem się, że może to wyglądać tak niesamowicie, a już w ogóle nie spodziewałem się, że można zejść na dół i zobaczyć płomienie z bliska. Na dole poza samymi płomieniami spotkaliśmy górników, którzy w magiczny dla mnie sposób wydobywają siarkę z krateru. Super przeżyciem było to, że gdy całe reszta turystów po zobaczeniu płomieni ruszyła w drogę powrotną, my postanowiliśmy poczekać na poranną grupę na dole. Zostaliśmy tam sami z grupą górników i oparami siarki, które czasem naprawdę uniemożliwiały oddychanie.

Praca górników to jest dla mnie coś naprawdę niesamowitego. Ludzie przebywają całymi dniami w oparach siarki. Widać to po tym jak mimo stosunkowo młodego wieku wyglądają staro, a dodatkowo na ich ubraniu, rękach czy też twarzy widać osad z siarki. Daje to niejako obraz tego w jak ciężkich pracują warunkach. W drodze powrotnej spotykaliśmy wielu z nich, którzy z uśmiechem na twarzy pozwalali sobie robić zdjęcia. Oczywiście każde zdjęcie związane było z daniem im stosunkowo niewielkiej dla nas sumy pieniędzy – ale kto jak kto, ale oni raczej na te pieniądze ciężko pracują.

Było to dla mnie magiczne miejsce. Nie spodziewałem się tego, że Kawah Ijen będzie tak niesamowity. Przez to, że poszliśmy tam w nocy mieliśmy okazję zobaczyć aktywny wulkan, który płonie na niebiesko i we wnętrzu którego pracują górnicy wydobywający z jego wnętrza siarkę, którą potem wynoszą na plecach. Brzmi to jak opis miejsca z jakiegoś filmu/książki fantasy lub s-f, a nie czegoś co istnieje realnie w XXI wieku.